Najwytrwalsi kibice polskiego tenisa mieli powód do kolejnej nieprzespanej nocy. To dlatego, że o tytuł walczył Hubert Hurkacz. Nasz reprezentant rywalizował w finale imprezy rangi ATP Challenger 125 w Cancun. Na drodze Wrocławianina do głównego trofeum znalazł się rozstawiony z “1” Sebastian Baez. Polak odwrócił losy batalii i pokonał Argentyńczyka 4:6, 6:0, 6:3. Wygranie turnieju w Meksyku ma ogromne znaczenie pod kątem rankingu 29-latka. Hurkacz znów przekroczył magiczną barierę.
Hubert Hurkacz przybył na turniej ATP Challenger 125 w Cancun, by zyskać dodatkową pewność siebie i nabrać większego rytmu meczowego przed nadchodzącym US Open. Wrocławianin otrzymał dziką kartę “last minute” od organizatorów i wykorzystywał ją w stu procentach. Nasz reprezentant kroczył od zwycięstwa do zwycięstwa. W drodze do finału stracił tylko jednego seta. Przydarzyło się to w pierwszym pojedynku, gdy jego rywalem był Henrique Rocha. Potem już pokonywał Romana Safiullina i Moez Echarguiego w dwóch partiach.
Dzięki temu Polak stanął przed szansą, by zdobyć swój pierwszy indywidualny tytuł od ponad dwóch lat. Na poziomie Challengerowym ta sztuka powiodła mu się po raz ostatni w styczniu 2019 roku. Później przez długi czas nie rywalizował na tym szczeblu rozgrywkowym. W nocy z niedzieli na poniedziałek czasu polskiego 69. zawodnik rankingu ATP mierzył się z notowanym o 16 lokat wyżej Sebastianem Baezem, rozstawionym w Meksyku z “1”. Z perspektywy Wrocławianina dodatkową stawką finału była możliwość powrotu do TOP 50 męskiego zestawienia.
ATP Challenger Cancun: Hubert Hurkacz kontra Sebastian Baez w finale
Mecz rozpoczął się od serwisu Hurkacza. Pierwsze minuty spotkania przebiegały bez większych emocji, panowie pewnie utrzymywali własne podania. Ciekawiej zrobiło się od piątego gema. Najpierw Hurkacz wrócił skutecznie ze stanu 15-30, a po zmianie stron to samo uczynił Baez. W trakcie siódmego rozdania nastały premierowe break pointy dla Argentyńczyka. Po drugim z nich zawodnik z Ameryki Południowej mógł cieszyć się z różnicy przełamania. Wrocławianin natychmiast próbował niwelować stratę, doprowadził nawet do równowagi. Ostatecznie Sebastian skontrolował jednak sytuację. Nie dał sobie odebrać serwisu i zapisał na swoim koncie zwycięstwo 6:4 w premierowej odsłonie.
Po kilku minutach przerwy panowie zainaugurowali drugą część spotkania. Hurkacz otworzył ją od mocnego uderzenia. Na starcie utrzymał podanie do zera, a potem wypracował sobie pierwsze break pointy. Od razu udało się wykorzystać okazję, po bardzo dobrej pracy w defensywie oraz przy siatce. Tamto przełamanie miało kluczowe znaczenie dla dalszych losów partii. Hubert konsekwentnie punktował rywala i doczekał się setboli… już w trakcie szóstego rozdania. Po drugiej szansie dopiął swego, dzięki czemu zamknął tę odsłonę w efektowny sposób, wygrywając ją aż 6:0.
Na starcie decydującej fazy spotkania nasz reprezentant dorzucił siódme “oczko” z rzędu. Po zmianie stron nastała skuteczna Baez – i to do tego stopnia, że po trzecim gemie Argentyńczyk prowadził z przewagą przełamania. W trakcie czwartego rozdania było 30-30, ale od tamtej pory dwa punkty wpadły na konto Hurkacza. Chwilę później to Wrocławianin znajdował się już na prowadzeniu. Hubert poszedł za ciosem i w następnym gemie wykorzystał trzeciego break pointa. Potem wyszedł na 5:2. Nasz reprezentant przypilnował sytuacji do końca, finiszując asem. Ostatecznie zwyciężył 4:6, 6:0, 6:3 i zdobył tytuł ATP Challenger 125. Cancun znów okazało się szczęśliwe dla Polaków. Trzy lata temu Iga Świątek wygrywała w tej lokalizacji WTA Finals. Teraz z trofeum cieszy się Wrocławianin. Na dodatek 29-latek wróci do czołowej “50” rankingu.





